Mainstreamowa r/ewolucja w modzie.

Mainstreamowa r/ewolucja w modzie.

Czyli – ile w hipsterze modsa, hipisa i rockersa?

Stało się, i to dawno temu. Hipsterzy wrócili i są dzisiaj mocną grupą w naszym społeczeństwie.

Co ich odróżnia od reszty pupulacji? STYL! Można by rzec, że każdy hipster ma swój indywidualny styl, a na styl hipstera mają wpływ: muzyka, książka, teatr, kino i pojazd którym się porusza.

Jedną z grup stanowią hipsterzy na skuterach. Ci współcześni modsi najczęściej kupują Vespę, a marzą o kultowej Lambretcie albo polskiej Osie, żeby szybko przemieszczać się na uczelnię i do kafejki. Strojem charakterystycznym dla współczesnego modsa jest koszula, krawat, garnitur z moheru, eleganckie buty, kurtka parka. Uwielbiają dalekie podróże i nieważne, że jadą tysiące kilometrów przez tydzień – liczy się pasja.

Kolejną grupę stanowią hipsterzy na klasykach/customach. Dzisiejsi rockersi przeważnie kupują  Triumpha, starą Hondę, Yamahę albo Kawasaki, a chętnie przesiedliby się na BSA, Nortona, Benellę lub Bultaco. Coś tam odetną, dospawają, zmienią, i na takiej przeróbce robią to samo, co modsi – tyle, że szybciej. Charakteryzuje ich czarna kurtka w stylu ramoneski (niekoniecznie ze skóry, chyba ,że eko), nienagannie wyprasowane jeansy, sweter w serek, muszka, trampki Converse i ulizana fryzura. Czasami zapuszczają brodę, o którą dba znajomy barber.

I wreszcie, trzecią grupą stanowią hipsterzy na chopperach/bobberach. Współcześni Easy Riderzy. Dojrzali, zamożni, już wiedzą, czego oczekują od motocykla. Skuter jest dla nich za wolny, za to custom za ciasny,  przesiadają się więc na maszyny, które dają tyle wolności, ile benzyny wlejesz do baku. Ubierają się tak, żeby nie rzucać się w oczy – i jednocześnie czuć się bezpiecznie. Jak w motocyklu, na którym jeżdżą, tak w ubiorze – liczy się minimalizm.

 

Tekst – Robert Osmulski

Redakcja – Redaktorka

„Zen i sztuka oporządzenia motocykla”

Jazda motocyklem pozwala patrzeć wokół w sposób zupełnie odmienny od wszelkich innych rodzajów oglądania. W samochodzie jesteśmy zawsze w kabinie, a z przyzwyczajenia nie zdajemy sobie sprawy, że patrzenie przez okno przypomina raczej oglądanie telewizji. Jesteśmy biernymi obserwatorami i wszystko przesuwa się obok, ujęte w ramki ekranu. Na motocyklu ekran znika. Kontakt z całym otoczeniem jest pełny. Człowiek jest aktorem na scenie, a nie widzem, i to poczucie uczestnictwa jest przemożne. Beton, na którym gwiżdżą opony o dziesięć centymetrów poniżej twej stopy, jest realny, to ten sam, po którym chodzisz, tak zatarty w pędzie, że nie możesz go dostrzec, lecz przecież możesz opuścić stopę i dotknąć go, kiedy tylko zechcesz.
Robert M. Pirsig „Zen i sztuka oporządzenia motocykla”
Zapraszam do lektury.